Pokazywanie postów oznaczonych etykietą w świecie Megi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą w świecie Megi. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 grudnia 2014

Luzikowe święta

Lubię ten świąteczny czas. Za to, że jesteśmy wszyscy razem, za lampki na choince, za magiczny klimat w domu, za zapach pieczonych ciast i za odwiedziny przyjaciół, na ktore czekam bardziej niż na gwiazdkowe prezenty (chociaż w tym roku mój Gwiazdor przeszedł samego siebie).

Czas na chwilę się zatrzymał. Siedzimy przy świątecznej kawie, w tle kolędnicy podśpiewują, dobre jedzenie i dobre humory.
Chwilo trwaj!

A ja mam jeszcze dla Was kilka zdjęć ze świątecznej sesji Antosi, Gustawa, Łucji i Maxa. To już trzecie nasze wspólne święta i pierwsze Tosianny w gronie dzieciaków luzaków.












czwartek, 27 listopada 2014

lala Antosi

Wiem, wiem, mało tych postów ostatnio. A wszystko przez ten Listopad! Oh, jak bardzo mnie wkurza! Za to, że wszystkie zdjęcia wychodzą nijakie, że światło zimne i ponure, że energii brak. Już nawet umyłam okna (ba, dachowe też), by zmyć z nich szarość, ale niestety nie pomogło.
Na szczęście jest kolorowa maszyna i kubek kawy.

Ale nie o tym dziś chciałam. Wymyśliłam sobie nowy dział na moim blogu, w którym prezentować będę twórczość nie moją, choć równie piękną :))))

Zaczynamy od Kate Made, bo tym zakupem chciałam pochwalić się już dawno.
Kate to kolejna Mama, która swoją pasję i talent wykorzystała do stworzenia własnej firmy.
W jej pracowni powstają przepiękne narzuty, kołderki, torby i... lalki, które mnie zauroczyły. Przypominają mi moje szmacianki z lat dziecinnych. I właśnie taką, jako pierwszą lalkę, podarować chciałam swojej córce.
Wielką frajdę sprawiło mi wybieranie koloru włosów, kokardek czy sukienki.
No i lalka ma charakter edukacyjny (jak by inaczej w dzisiejszych czasach). Na jej brzuszku znajdziecie namalowane serducho, żołądek, płuca, oskrzela i oskrzeliki (!), wątrobę, nerki, wyrostek, jelito... Genialny pomysł! No i też jest wersja lalki chłopca (klik) - to będzie kolejny zakup :)

Póki co Antosia jest jeszcze mała, by lalka sprawiła jej taką samą radochę jak mi kiedyś, ale myślę, że z czasem lala stanie się towarzyszką wspólnych zabaw. Chociaż po dzisiejszych zdjęciach zaczynam sądzić, że już się polubiły.
 Info o KateMade.pl (hop i hop)

Zobaczcie sami:
(wybaczcie filtr na zdjęciach, to imitacja słońca, hihihi)











poniedziałek, 3 listopada 2014

Pozdrawiam!

Poniedziałek! Po chorobie siły i wena wraca, zaległości czas nadrobić! Już wkrótce blog zatętni życiem, zdjęciami, nowymi uszytkami i błyskotliwymi tekstami (ponoć mało ich Wam, za mało!).

No i ubierajcie się ciepło, i noście czapki, bo katar to samo zło! 
Dobrego!



poniedziałek, 6 października 2014

Popołudniowy spacer

Dziś, w drodze z przedszkola, w ramach popołudniowego spaceru zajrzeliśmy do sąsiadujących z naszym domem stawów i zaprzyjaźnionych kaczorów. Oh, jak pięknie było! Syn otwarty na kompromis i chętny do współpracy (a uwierzcie, u 2,5-latka nie zawsze jest tak doskonale), córka prawie bez kataru, słońce i złota polska jesień, nowa sukienka i aparat w ręce. W końcu możecie zobaczyć czapę syna po tuningu.
Pompon i ściągacz - to jest to!








Na zakończenie zdradzę wam, że ostatni tydzień był dość intensywny. Poniekąd to za sprawą mojego nowego cudownego overlocka, ale też inspirującymi tkaninami i masą pomysłów do zrealizowania. Część z nich udało się już stworzyć, dlatego zaglądajcie, bo sukcesywnie będę publikować zdjęcia.

Zapraszam do komentowania na blogu.







piątek, 12 września 2014

Jabłuszkowo

Zainspirowana internetowym znaleziskiem - szytych jabłuszek - postanowiłam uszyć takie same córce Antoninie.
Miło być przed wakacjami, jest trochę później.

Z życia wzięte:
czwartek, poranek
Córka w nie najlepszej formie. Biedactwo, po szczepieniu źle się czuje, więc matczyne serce i ręce postanowiły czym prędzej dokończyć robótkę, tak by po kolejnej drzemce obudziły ją kolorowe jabłuszka. Może to troszkę pomoże :)

Zobaczcie jaki efekt, jabłuszka wyszły piękne, a uśmiech na twarzy Antosi bezcenny!






czwartek, 11 września 2014

Pocztówka z wakacji

Wreszcie udało się! Dzieci śpią, nerwoból w plecach złagodniał, więc zebrałam się w sobie i fotorelację na bloga wrzuciłam.

Wsi spokojna, wsi radosna!












 foto. N.             

 foto. Luzik Guzik

 foto. Luzik Guzik

piątek, 29 sierpnia 2014

I po wakacjach!

Wróciłam! 
Chociaż odnoszę wrażenie, że wróciłam jedynie do domu, ale jeszcze nie do rzeczywistości.
Magiczne miejsce. Było pięknie. W zgodzie z naturą, w rytm wypasu krów ku uciesze nas Letniczek i Pana Pastuszka, blisko ziemi (dosłownie, nasze dzieci nornice)... więcej za kilka dni, jak się ogarnę i wszystko wypiorę (5 pralek i końca nie widać).





niedziela, 27 lipca 2014

rowerlove

Trzy lata temu Przyjaciele i Znajomi zrobili mi mega prezent niespodziankę z okazji 30-tych urodzin. Dostałam cudowny rower, najlepszy towarzysz w tamtych szalonych czasach.
Tegoż samego urodzinowego dnia zdmuchując świeczkę wypowiedziałam życzenie, które spełniło się nieco szybciej niż się spodziewałam, bo po 9 miesiącach  (fakt, daty nie określiłam kiedy to życzenie ma się spełnić) :)
Zatem nie pojeździłam sobie za wiele, a jednak wiele.
Śmigałam niczym nieograniczona, wolna i szalona. Do nocy przesiadywałam w cudownych miejscach Poznania, odwiedzałam znajomych... wsiadałam i jechałam, gdzie tylko mi się chciało.

...

I tak trzy lata później wraca do mnie.
Ale mój świat wygląda już zupełnie inaczej.

CDN, bo teraz "idę na rower"

rower love 










wtorek, 22 lipca 2014

post ilustrowany (dosłownie)

Angina u syna.
Czy trzeba coś więcej dodać?!

Ponieważ ostatnio tak mało szyje, mało piszę, mało czytam, sypiam...
Chcąc wam wynagrodzić zapraszam do obejrzenia prac Maji Lindberg, szwedzkiej ilustratorki. 
Jej prace inspirowane są światem baśni, wspomnieniami z dzieciństwa i snami. 
Więcej znajdziecie tuuutaj

Czyż nie są urocze?!
Mnie zachwycają!











poniedziałek, 14 lipca 2014

Oszukać czas...

Kiedy to budzisz się rano z poukładaną listą (w głowie lub na kartce) zadań domowych i nie tylko, a w połowie dnia lista ta nie skróciła się wcale a wcale, a wieczór idealnie zaplanowany szlag trafia, bo dziecię najmłodsze odłożone do łóżeczka otwiera szeroko oczy i śmieje się w głos, zaczynasz kombinować - jak pozyskać jeszcze bonusowo kilka godzin na cokolwiek...
No cóż, godzin dokupić się nie da, nawet jeśli masz  pakiet premium vip dla Rodzica! Wielka szkoda.
I tak oto, dorobiłam się już nie trzy, a czterotygodniowego opóźnienia. A wiecie skąd tak dobrze wiem...po tym jak z początkiem czerwca do sterty szyciowych zadań dorzuciłam spodenki, krótkie, dla syna. Ot, tylko podwinę i będzie miał na lato.
Spodenki te zamiast przeszyć z początkiem czerwca, podwinęłam z początkiem lipca.
I siedząc tak przy maszynie do szycia myślę i myślę, że z takim tempem to to co chcę synowi i córce uszyć na sezon jesień/zima 2014-2015, to uszyję na 2017!
Bam! Olśnienie! Oszukam troszkę czas i jesienne projekty zacznę realizować już teraz, bo zima bez ciepłego szala jest nie do przeżycia...dla Matki oczywiście!!!
Niby tak banalne, tak proste, ale jak się jest perfekcjonistą z listą, to do listy się dopisuje, nie wymazuje... ah, ale chwilowo troszkę możemy pójść na drobny kompromis :)

Pierwsze efekty będziecie mogli zobaczyć już jutro! Zapraszam.

wtorek, 8 lipca 2014

Szpital domowy


Chwilowo nie szyję. Chwilowo choruję!

Nie ma to jak mieć w domu Przedszkolaka....
Jakoś nigdy nie wpadłam na to, że jak wspomniany Przedszkolak choruje to i cała familia jest narażona wirusowe zapalenie....
Za nami wirusy jelitowe, kaszle, katary, oskrzela, nawet Antosiowe zapalenie płuc.
A to wszystko od Syna, który od stycznia tego roku chodzi do przedszkola.
Całe szczęście, że przedszkole jest super i do tej pory ani razu nie zapłakał, że nie chce tam być, uff.

Pozdrawiam Rodziców Przedszkolaków i przyszłych Przedszkolaków,
bądź ZDRÓW Czytelniku!

niedziela, 29 czerwca 2014

3

Totalna dezorganizacja.
Ewidentnie efekt braku snu.
Bo to w nocy syn śni, więc przez sen woła Mamoo, Tatoo, Mamoo i Tatoo, a jak tu nie zareagować, więc zryw z łóżka po raz trzeci tej samej nocy i biegnę do jego pokoju. Uff, śni mu się coś myślę, jest cały, żaden potwór nie leży pod jego łóżkiem, wracam spać.
Kaszel! zryw kolejny. Ten kaszel to prawdziwa zmora. Pij, Kochanie, pij - mówię podając mu wodę i uchylam okno. Po 20 minutach przechodzi, syn zasypiając każe sobie śpiewać do poduszki. To kumkam mu do ucha.
A jeszcze Antosiu trzeba nakarmić, i dla przekory nagle w nocy dziecię zaczyna się śmiać i gadać. Więc kolejna pobudka, ciiii, śpijjj, bo Gutka obudzisz....
Prawdziwe szaleństwo!

Ale za to spędziliśmy sobie miły czas we trójkę.
Cudne są te moje dzieci, nawet jeśli spać nie dają :)

A Niemąż dziś wraca z polowania, czyli jest szansa na normalność od jutra.

sobota, 28 czerwca 2014

2

Mamotat na etacie - doba druga.

3:20 w nocy...Piosenka na uśpienie syna... Jestem ciekawa co na to sąsiedzi, kiedy słyszeli me nocne kumkanie...

1. Była sobie żabka mała. 
RE-RE, KUM-KUM, RE-RE, KUM-KUM,
która mamy nie słuchała. 
RE-RE, KUM-KUM, bęc.

2. Na spacery wychodziła 
RE-RE, KUM-KUM, RE-RE, KUM-KUM,
innym żabkom się dziwiła.
RE-RE, KUM-KUM, bęc.

3. A na brzegu stare żaby
RE-RE, KUM-KUM, RE-RE, KUM-KUM, 
tańcowały jak te baby
RE-RE, KUM-KUM, bęc. 

4. Jedna drugiej w ucho kwacze
RE-RE, KUM-KUM, RE-RE, KUM-KUM,
jak ta mała pięknie skacze
RE-RE, KUM-KUM, bęc. 

5. Zjadła żabka 7 muszek
RE-RE, KUM-KUM, RE-RE, KUM-KUM,
i na trawie kładzie brzuszek
RE-RE, KUM-KUM, bęc. 

6. Przyszedł bocian niespodzianie
RE-RE, KUM-KUM, RE-RE, KUM-KUM,
połkną żabke na śniadanie 
RE-RE, KUM-KUM, bęc. 

7. Teraz wszystkie żabki płaczą
RE-RE, KUM-KUM, 
RE-RE, KUM-KUM, 
że jej więcej nie zobaczą
RE-RE,KUM-KUM, bęc

8. Tej piosenki morał znamy
RE-RE,KUM-KUM
RE-RE,KUM-KUM
trzeba zawsze słuchac mamy
RE-RE,KUM-KUM, bęc

Oby dzisiaj było spokojniej.... Dobranoc!

piątek, 27 czerwca 2014

Jak to w plemieniu bywa... 1

Kiedy mężczyzna wyrusza na polowanie, kobieta pozostaje w osadzie i zajmuje się dziećmi oraz gospodarstwem domowym. W tym czasie z pomocą przychodzą inne kobiety z jej plemienia, wspólnie sprawują opiekę nad cumlakami i.... parzą sobie trzecią kawę.


Taa, Niemąż wyjechał na weekend, zwany wieczorem kawalerskim. Kiedy to w najlepsze, z obolałym krzyżem, znieczula się do upadłego (no mam taką nadzieję), ja zostałam z całą trzódką, czyli 5-miesięczną Antosią, która to jest dzieckiem idealnym, i Gustawem, również idealnym.... przykładem buntu 2-latka. Bunt ten oczywiście postanowił uaktywnić się właśnie w momencie mojego bycia Mamotatem w jednym. 
Zatem dzień zaczął się dla mnie o 5:30. Tu dzięki Śwince Peppie i jej rodzinie, przetrwałam do 7 rano. Potem udało mi się okiełznać bunt i zminimalizować go do pary kaloszy ubranych przez syna w piękny słoneczny dzień i temperaturą 24st. za oknem.
A dalej z pomocą przyszła oczywiście kobieta, z mego plemienia, N. 

Dzień, mimo dużego wysiłku, był bardzo udany. Były mufinki, tarta szpinakowa, demolka domu, puzzle, hałas i pisk. Jednak teraz, popijając herbatę, oglądając Harrego Pottera delektuję się ciszą, dzieci śpią, a ja mam chwilę dla siebie.
W mudialowym żargonie, 1:0 dla mnie. 

Jutro z pomocą przychodzi Pani Teściowa. 

p.s. z chęcią przygarnęłabym mapę huncwotów, aby podejrzeć czy Niemąż i pozostali uczestnicy polowania dotarli już do Amsterdamu i jaką zdobycz upolowali :) 

czwartek, 26 czerwca 2014

Troszkę jestem zajęta...

Od jakiegoś czasu obserwuję u siebie tendencję do samookłamywaniasię.
Polega to na tym, że przy porannej zielonej herbacie (to również jedna z form kłamstwa, bowiem wmówiłam sobie, że dodaje mi to energii) planuję dzień. Owe plany wyglądają następująco:
Środa. Plan dnia:
- badania
- posprzątać
- zabawa
- drzema I - chwila dla Megi /ooo, przygotuję wykroje na wieczór/
- spacer
- zakupy
- drzema II - obiad
- upiec ciasteczka owsiane
- wstała, bawimy się
- jak wróci syn to zrobimy wycinanki
- kąpiel dzieci
- 3 minuty i pójdą grzecznie spać
- szycie, pisanie, może zacznę książkę, poczytam co tam w branży zawodowej słychać
- chwila dla siebie i Niemęża
No.
I pewnie jeszcze mogłabym dorzucać kolejne punkty.... Aż przychodzi wieczór.
Właśnie piję kolejną herbatę. W spokoju. W ciszy. I już sił braknie, bo dzień nie bardzo chciał się dostosować do moich planów. Choć całkiem nieźle się rozpoczął, to temperatura 38st. u córki mej troszkę pokrzyżowała plany. Zdecydowanie najgorzej z realizacją tych ostatnich. Bo gdy już smacznie spała o 18:30 i zakładałam, że już tak zostanie - przyszedł syn krzycząc w niebogłosy "Maaaammmaaaa Peeeeppa". I już córka nie spała smacznie. I przez to gorączkowe osłabienie (ząbki? infekcja? zgadujzgadula?) płakać zaczęła.
A potem już spać się nie chciało. Spać się zachciało o 21!!!

Właśnie kończę herbatę. Zapiszę co jutro ważnego mam zrobić (co dziś mi się nie udało). A rano zaplanuję dzień jutrzejszy.


Jeśli jacyś moi znajomi czytelnicy czekają na: odpowiedź na mejla, na wiadomości w komunikatorze, na telefon - wybaczcie! W końcu się odezwę...
(czas opóźnienia do 3 tygodni).

środa, 25 czerwca 2014

cool

Dzisiaj usłyszałam coś takiego
"cool, że znowu piszesz. nie powinnaś przestawać. uwielbiałam waszą stronkę co z dżud prowadziłaś".
I owa koleżanka dodała, że dzień w robo zaczynała standardowo od poczty (bo to ważne czasem), bloga z Judy naszego i fejsbuka.

Cool, że jest ktoś kto chce czytać moje myśli niepoukładane :)

Z córką Antosią zawitałyśmy do pracowni krawieckiej Doroty Rymer. Antocha już od najmłodszych chwil zgłębia tajniki krawiectwa. Zatem kto wie, może nam nowa Coco Chanel rośnie <3