Co tu dużo gadać...trzeba po prostu być!
poniedziałek, 1 grudnia 2014
czwartek, 27 listopada 2014
lala Antosi
Wiem, wiem, mało tych postów ostatnio. A wszystko przez ten Listopad! Oh, jak bardzo mnie wkurza! Za to, że wszystkie zdjęcia wychodzą nijakie, że światło zimne i ponure, że energii brak. Już nawet umyłam okna (ba, dachowe też), by zmyć z nich szarość, ale niestety nie pomogło.
Na szczęście jest kolorowa maszyna i kubek kawy.
Ale nie o tym dziś chciałam. Wymyśliłam sobie nowy dział na moim blogu, w którym prezentować będę twórczość nie moją, choć równie piękną :))))
Zaczynamy od Kate Made, bo tym zakupem chciałam pochwalić się już dawno.
Kate to kolejna Mama, która swoją pasję i talent wykorzystała do stworzenia własnej firmy.
W jej pracowni powstają przepiękne narzuty, kołderki, torby i... lalki, które mnie zauroczyły. Przypominają mi moje szmacianki z lat dziecinnych. I właśnie taką, jako pierwszą lalkę, podarować chciałam swojej córce.
Wielką frajdę sprawiło mi wybieranie koloru włosów, kokardek czy sukienki.
No i lalka ma charakter edukacyjny (jak by inaczej w dzisiejszych czasach). Na jej brzuszku znajdziecie namalowane serducho, żołądek, płuca, oskrzela i oskrzeliki (!), wątrobę, nerki, wyrostek, jelito... Genialny pomysł! No i też jest wersja lalki chłopca (klik) - to będzie kolejny zakup :)
Póki co Antosia jest jeszcze mała, by lalka sprawiła jej taką samą radochę jak mi kiedyś, ale myślę, że z czasem lala stanie się towarzyszką wspólnych zabaw. Chociaż po dzisiejszych zdjęciach zaczynam sądzić, że już się polubiły.
Info o KateMade.pl (hop i hop)
Zobaczcie sami:
(wybaczcie filtr na zdjęciach, to imitacja słońca, hihihi)
Na szczęście jest kolorowa maszyna i kubek kawy.
Ale nie o tym dziś chciałam. Wymyśliłam sobie nowy dział na moim blogu, w którym prezentować będę twórczość nie moją, choć równie piękną :))))
Zaczynamy od Kate Made, bo tym zakupem chciałam pochwalić się już dawno.
Kate to kolejna Mama, która swoją pasję i talent wykorzystała do stworzenia własnej firmy.
W jej pracowni powstają przepiękne narzuty, kołderki, torby i... lalki, które mnie zauroczyły. Przypominają mi moje szmacianki z lat dziecinnych. I właśnie taką, jako pierwszą lalkę, podarować chciałam swojej córce.
Wielką frajdę sprawiło mi wybieranie koloru włosów, kokardek czy sukienki.
No i lalka ma charakter edukacyjny (jak by inaczej w dzisiejszych czasach). Na jej brzuszku znajdziecie namalowane serducho, żołądek, płuca, oskrzela i oskrzeliki (!), wątrobę, nerki, wyrostek, jelito... Genialny pomysł! No i też jest wersja lalki chłopca (klik) - to będzie kolejny zakup :)
Póki co Antosia jest jeszcze mała, by lalka sprawiła jej taką samą radochę jak mi kiedyś, ale myślę, że z czasem lala stanie się towarzyszką wspólnych zabaw. Chociaż po dzisiejszych zdjęciach zaczynam sądzić, że już się polubiły.
Info o KateMade.pl (hop i hop)
Zobaczcie sami:
(wybaczcie filtr na zdjęciach, to imitacja słońca, hihihi)
środa, 5 listopada 2014
Pierwsze koty za płoty!
Kilka tygodni temu koleżanka, miłośniczka kotów, podpowiedziała nowe wyzwanie "komin z kapturem i z kocimi uszami". O! No i jak tu nie uszyć??!!
Na szczęście miałam ostatnio dość dużo czasu, więc najpierw kiełkowała w głowie myśl przewodnia jak uszyć. Potem podglądanie jak inni to zrobili.
Rozpoczęłam od poszukiwań tkanin. Jeeeeeju! Przeszukałam wszystkie lokalne sklepiki, sklepy www, napastowałam koleżanki w grupach szyciowuch, aby znaleźć tkaninę mikrofibrę tzw. misia. I... nie znalazłam. Na szczęście koleżanka mi zaufała i zgodziła się na połączenie dwóch dresówek. Ale za to jaką dresóweczkę znalazłam - mmm... mmm... cudo! Milusia i cieplusia. No to skoro tkaniny już mam to...
Przeszłam do czynu. Najpierw zmodyfikowałam wykrój komina, bowiem do tej pory szyłam kominy na dwa sploty, a ten miał mieć kształt kominiarki. Następnie przyszedł czas na uszy. Popatrzyłam w grafikach google i patrzcie co znalazłam :))))) Hahahaha!
Wszywka.
Tadam, komin.
Tadam, ja!
Na szczęście miałam ostatnio dość dużo czasu, więc najpierw kiełkowała w głowie myśl przewodnia jak uszyć. Potem podglądanie jak inni to zrobili.
Rozpoczęłam od poszukiwań tkanin. Jeeeeeju! Przeszukałam wszystkie lokalne sklepiki, sklepy www, napastowałam koleżanki w grupach szyciowuch, aby znaleźć tkaninę mikrofibrę tzw. misia. I... nie znalazłam. Na szczęście koleżanka mi zaufała i zgodziła się na połączenie dwóch dresówek. Ale za to jaką dresóweczkę znalazłam - mmm... mmm... cudo! Milusia i cieplusia. No to skoro tkaniny już mam to...
Przeszłam do czynu. Najpierw zmodyfikowałam wykrój komina, bowiem do tej pory szyłam kominy na dwa sploty, a ten miał mieć kształt kominiarki. Następnie przyszedł czas na uszy. Popatrzyłam w grafikach google i patrzcie co znalazłam :))))) Hahahaha!
No, ale nie o tym chciałam. Aaa, uszy... No tak. Uszy znalazłam. Odrysowałam. Wycięłam. Zszyłam i przyszyłam. Ha! Wyszło super. I wiecie co... to wszystko okazało się być pikuś przy wszywaniu metki guzikowej - trzy razy poprawiałam.
Ucieszył mnie bardzo ten projekt.
Fotki jakie są takie są, każdy widzi. Na leżąco kiepsko komin się prezentuje, zresztą wisząco też. Najlepiej na modelce. A modelka... najlepsza! Autorka, czyli ja we własnej osobie. Hahaahahah!
Pozdrawiam i dobrego!
Uszko.
Wszywka.
Tadam, komin.
poniedziałek, 3 listopada 2014
Pozdrawiam!
Poniedziałek! Po chorobie siły i wena wraca, zaległości czas nadrobić! Już wkrótce blog zatętni życiem, zdjęciami, nowymi uszytkami i błyskotliwymi tekstami (ponoć mało ich Wam, za mało!).
No i ubierajcie się ciepło, i noście czapki, bo katar to samo zło!
Dobrego!
No i ubierajcie się ciepło, i noście czapki, bo katar to samo zło!
Dobrego!
niedziela, 26 października 2014
"Chmurkowe opowieści"
3 tygodnie temu na świat przyszedł cudowny mały KOSMAnauta!
A tu mały bohater postu. Najmłodszy z grona dzieciaków luzaków. Słooodziak!
Tradycja nakazuje Młodym Rodzicom przekazać podarki dla dzieciątka. I może nie jechaliśmy na osiołkach, by przekazać prezenty, a poczta polska nam w tym pomogła, to nie mniej prezenty są szczere i prosto z serca.
Z racji, że ciocia odkryła pasję do dawania rzeczy uszytych własnoręcznie, postanowiłam wyczarować dla maluszka kocyk-kołderkę-matę (jak kto woli) i obowiązkowo czapeczkę. No i dorzuciłam jeszcze chmurkę.
A skoro to mały Kosmonauta to motyw przewodni musi być iście podniebny.
Dla odmiany, przecież nie byłabym sobą gdybym zrobiła coś tak jak inni, zamiast polaru minky użyłam szarego dresu. A wnętrze wypełniłam otuliną, tak by kocyk był ciut grubszy i mógł być używany jako mata.
Dla odmiany, przecież nie byłabym sobą gdybym zrobiła coś tak jak inni, zamiast polaru minky użyłam szarego dresu. A wnętrze wypełniłam otuliną, tak by kocyk był ciut grubszy i mógł być używany jako mata.
Zobaczcie sami jak mi wyszło.
(Zdjęcia wykonane w Antosiowym zakątku)
(Zdjęcia wykonane w Antosiowym zakątku)
A tu mały bohater postu. Najmłodszy z grona dzieciaków luzaków. Słooodziak!
czwartek, 16 października 2014
Z cyklu "dzieciaki luzaki" - Alex
Pamiętacie zestaw Kolorlove dla chłopca? Tak?! To świetnie. Teraz możecie zobaczyć jak to w praktyce wygląda.
Nieskromnie powiem, że jestem bardzo, bardzo zadowolona. Dresik wygląda super!
Zapewne to za sprawą Alexa, bo trzeba czuć luuuz, aby nosić guzikowe ciuchy :)
Dzięki Mamo Alexa za podesłanie fot - Paulina Frontczak Photography (klik)
Nieskromnie powiem, że jestem bardzo, bardzo zadowolona. Dresik wygląda super!
Zapewne to za sprawą Alexa, bo trzeba czuć luuuz, aby nosić guzikowe ciuchy :)
Dzięki Mamo Alexa za podesłanie fot - Paulina Frontczak Photography (klik)
wtorek, 14 października 2014
rodzINNE podwórko - KAMIENICA 12
Dziś nie o szyciu. Dziś będzie o życiu :)
W minioną leniwą niedzielę, leniwym krokiem udaliśmy się do KAMIENICY 12, w której to odbywało się rodzINNE podwórko (klik).
Impreza miała na celu przewietrzenie dziecięcych szaf oraz pokoików, a następnie odsprzedaży lub wymienieniu niepotrzebnych już przedmiotów.
Do niedawna sama współtworzyłam podobne wydarzenie (klik klik), więc tym bardziej byłam ciekawa jak to wypadnie.
Uwielbiam takie inicjatywy. Niestety w szanownej Bydziolandii ciągle ich mało, a odbiorcy dość oporni.
A szkoda, wielka szkoda!Na odwiedzających czekały stoiska przygotowane przez dzieciaki, które odsprzedawały już nieużywane zabawki. Były Mamy z ciuszkami, było też stoisko Bydgoskiego Handmade Room'u, były animatorki i balony, i wielki plac gotowy do pomalowania kredą. No i znajomi, i pyszna kawa.
Wpadliśmy na godzinę, zostaliśmy ponad dwie.
Gutek nabył ulubioną ciuchcię Tomek, książkę Przygody Mikołajka (ale mu się podoba!), a Panna Tosianna dostała traktor z całą farmą i farmerem za piątaka!
A w drodze powrotnej balon pękł i było wielkie buuuu... <3
rodzINNE podwórko będzie odbywało się cyklicznie - mocno kibicuję kolejnym edycjom! A Was, Bydziolandczycy, już dziś serdecznie zapraszam!
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















